niedziela, 29 września 2013

Autumn is coming | Sesja | I


 Nastała jesień.

Pora roku obfitująca w paletę barw, której na próżno szukać wśród trzech pozostałych...
Marzyłam o nostalgii w otoczeniu barwnych drzew a wśród nich, skąpanej w promieniach zachodzącego słońca rudowłosej modelce. Padło na Paulinę. 

Miałyśmy tylko godzinę na zrealizowanie naszego planu. Była godzina 17:30, był aparat i niewyczyszczona w nim karta pamięci. Pozostawię to bez komentarza.

To był mój debiut. Nie spodziewałam się, że praca z modelką przyniesie mi tyle satysfakcji, radości, natchnienia i stresu. To uczucie kiedy odpowiada się za każdy kadr, za ujęcie tej wyjątkowej chwili tkwiącej w jednej sekundzie-bezcenne!

Nie znam zasad robienia świetnych zdjęć. Bawię się migawką, przysłoną, czułością. Parametry są ogromnie ważne i często decydują o końcowym efekcie technicznej jakości zdjęcia, jednak to emocje grają pierwsze skrzypce! Ich w żaden sposób nie da się zaprogramować. Zdjęcie pozbawione iskry jest po prostu martwe. 

To "coś" jest, lub tego nie ma, ot cała moja fotograficzna ideologia :)



wtorek, 24 września 2013

Maroko | III | Marrakesh


Orient.
Kwintesencja marokańskiej kultury.
Miejsce hipnotyzujące, ujmujące i przerażające zarazem.

Marakesz.

Niezaprzeczalna różnorodność tego miasta napawa strachem, jednocześnie przyprawiając o zachwyt. Labirynty dzielnic z całą masą pomarańczowych, tajemniczych medin. Suki przepełnione tandetą i pięknymi rękodziełami. Dzieci bawiące się wszystkim tym, co z zabawkami ma niewiele wspólnego, beztrosko biegające pośród obładowanych towarem osłów. Niewidomi żebracy, pazerni handlarze i tłumy turystów.Wolna amerykanka na zatłoczonych, tętniących życiem ulicach.

 Gwar i chaos w akompaniamencie lepkiego zapachu orientu.

To właśnie jest Marakesz!


Najlepszy sok pomarańczowy tylko na placu Jamaa el-Fna ! 


 Być w Maroko i nie strzelić sobie takiej foty to grzech!
Panowie ślicznie pozowali i dali sobie zrobić kilka zdjęć, rzecz jasna za garstkę dirhamów. Musze przyznać, że Marokańczyków odbieram bardzo pozytywnie. Nie są przesadnie nachalni, wiedzą kiedy zastopować, nie ciągną za ręce i nie drepczą za Tobą trzech kilometrów. Zdarzały się jednostki, które wyprowadziłyby z równowagi anioła, ale to naturalne w krajach muzułmańskich w których opchnięcie towaru jest równie ważne jak modlitwa...


49 C upał i mięso wiszące na hakach - natężenie smrodu można sobie z łatwością wyobrazić.
Mimo wszystko zahartowanych kupców nie brakowało a towar wydawał się znikać w oczach....


 I wszechobecne koteczki....

Żydowska dzielnica.
Cóż to było za doświadczenie!
Odnosiłam wrażenie, że wszystko jest fikcją, wyreżyserowanym miejscem, idealnie odzwierciedlającym duszę tego magicznego miasta. Bywało,że nie wiedziałam czy fotografować czy po prostu wpatrywać się w codzienne życie mieszkańców...


 Ręka Fatimy. 
Symbol chroniący przed "złym okiem". 
 Chyba sobie strzelę taki tatuaż bo niesamowicie mi się podoba !

 Jedna z pięknych, orientalnych restauracji.
Trzeba przyznać,że marakeszańskie restauracje są równie barwne jak sama marokańska kuchnia.
Każdy kolor, każdy motyw i detal są przemyślane w najdrobniejszym szczególe,tworząc harmonijna całość. 



 Meczet Kutubijja- architektura równie ciekawa jak sama jego historia.

 Pałac El Bahia

I na sam koniec serce Marakszu -Plac Jamaa el Fna nocą!
To, co ma miejsce każdego wieczoru na placu, to istny kulturowy kosmos. Zatrważająca ilość ludzi w połączeniu z handlem i zabawą, gdzie małpa na łańcuchu i kobra pozbawiona zębów jadowych, to egzotyczne "atrakcje" na miarę spływu Amazonką.
Przerażające jest to, jak traktowane są tam zwierzęta. Zupełnie przedmiotowo, bez żadnego "zmiłuj się".  Dawno zapomniany smak wolności dał się szybko zauważyć.

: (


Po powrocie do hotelu, długo nie mogłam zapomnieć o tym, co widziałam i czego doświadczyłam. Hipnotyzujący dźwięk bębnów, mdlący zapach różnorodnych potraw, tysiące ludzi niezdarnie ocierających się o siebie-to wszystko mnie przerosło, ale tym samym zostanie we mnie na zawsze.

To po prostu trzeba przeżyć!

cdn.

sobota, 14 września 2013

Maroko | II | Gory Atlasu Wysokiego

Wreszcie dotarliśmy do Berberyjskiej wioski.  
Chata była niesłychanie stara. Jej ściany nieudolnie podtrzymywały niski, zapadający się sufit. Przypominała nieco domek z zapałek, który w mgnieniu oka rozpada się przy lekkim podmuchu wiatru. Pomimo tych wszystkich niedociągnięć, nie pozwalała ona ani przez moment odetchnąć zapatrzonym oczom. Jej surowość i prostota przyciągały do siebie jak magnez. 

Po pokonaniu kilkunastu, rozgrzanych do czerwoności schodów, dotarliśmy do wnętrza. Kolorowe ściany, niebieskie drzwi i okna, feria barw której nigdy wcześniej nie spotkałam. Cała ta pozornie nie pasująca do siebie mieszanka tworzyła iście bajkową całość...

 Był taras z którego widok zapierał dech w piersiach a na nim kwiaty w donicach, kurz i koty...


Po godzinnym odpoczynku nadszedł czas na śniadanie-główną atrakcję poranka. Gospodarz uraczył nas chlebem a do trzech półmisków wlał to, co dla Berberów najcenniejsze: olej arganowy, masło arganowe oraz miód. Choć wszystkie te smaki były mi znane, wydawały się inne, jakby intensywniejsze. Miód miał zdecydowany smak, masło goryczkę i słodycz a olej-czysty aksamit! Marokańczycy piją olej arganowy na co dzień, by ustrzec się przed wieloma chorobami. Obniża cholesterol, poprawia krążenie jest dodawany do kosmetyków w których ma całą masę różnych zastosowań. Owoce drzewa arganowego to marokańskie złoto i ten fakt mnie nie dziwi,bo jego właściwości są niezliczone.
Na sam koniec otrzymaliśmy szklankę świeżo parzonej mięty, nazywanej marokańskim whiskey. Parzenie herbaty to rytuał, który zajmuje dobre kilkanaście minut. 
Liście świeżej mięty rwie się na drobne kawałki, zalewa wrzątkiem w stalowym czajniczku i z dużej wysokości, precyzyjnie wlewa do maleńkich szklanek lub jak kto woli (dużych kieliszków), po czym powtarza się tą czynność tak długo, aż herbata uzyska właściwe natężenie smaku i aromatu.


Po sytym śniadaniu znów ruszyliśmy w drogę...

Staruszek dom, wspaniała sceneria, przemili ludzie-ze wszystkim co dla nich najcenniejsze. 
Warto żyć dla takich chwil!
Było pięknie!


  cdn...